jako iż nikt nie ma ochoty znosić moich pseudofilozoficznych wywodów to nie pozostało mi nic innego jak uzewnętrznienie się na blogu [którego zawsze maltretuję gdy nikt nie chce mnie słuchać]. przeglądając wpisy różnych ludzi na ścianach na facebooku, przeglądając opisy na gg i oglądając ich profile na różnych portalach społecznościowych zadaję sobie jedno pytanie: co się do jasnej cholery dzieje z ludźmi? [nie, nie twierdzę, że jestem lepsza od nich i nie klikam namiętnie ‘lubię to.’ ale szukam w moim małym uzależnieniu jakiejś granicy rozsądku.] przerażają mnie te związki, ciężarne gimnazjalistki, ludzie [i to w moim wieku [sic!]], którzy sobie okazują sobie swoje uczucia kupując prezenty na nk, gg, czy ustawiając jakieś śmieszne opisy graficzne [dalej nie wiem co to ma na celu]. każdego dnia uświadamiam sobie, że nie potrafię żyć w tym świecie. każdego dnia uświadamiam sobie, że mogłabym spokojnie dorastać w latach 60. czasem naprawdę zazdroszczę ludziom żyjącym w tamtym świecie. bez telefonów, Internetu [ok, ok ale bez takich dobrych seriali]. coraz częściej zastanawiam się w którym momencie ludzie się tak pogubili? dlaczego rzucają słowa, które kiedyś miały wartość i znaczenie na wiatr? weźmy przykład: pewien chłopak poznaje dziewczynę, bardzo mu się podoba, zaczynają się spotykać. mija tydzień, drugi, trzeci aż w końcu chłopak mówi dziewczynie, że ją kocha, że jest wspaniała, cudowna, że pierwszy raz spotyka taką dziewczynę jak ona. po kilku tygodniach dziewczyna odwzajemnia uczucie. sielanka trwa w najlepsze miesiąc, drugi. po czym chłopak rzuca dziewczynę. po kilku miesiącach okazuje się, że chłopak zdradzał swoją ‘ukochaną’ z inną ‘ukochaną’. nie mogę zrozumieć jednej rzeczy, dlaczego tak szybko mówimy, że kogoś kochamy skoro nie jesteśmy tego pewni. dlaczego gimnazjalistki tracą dziewictwo w łazienkach na dyskotekach? próbuję to zrozumieć od kilku miesięcy i tylko utwierdzam się w przekonaniu, że tracę wiarę w ludzi.